
Studia dualne to model, w którym semestr dzieli się między uczelnię i firmę: część tygodnia albo część miesiąca student spędza na zajęciach, a pozostałą - na płatnej pracy u partnera biznesowego uczelni. Brzmi jak najlepsze z dwóch światów i często nim jest, ale kosztuje coś, czego nie widać w ulotce: wolny czas i elastyczność. To rozwiązanie dla osób, które już wiedzą, w jakiej branży chcą pracować.
Klasyczne studia mają praktyki jako dodatek do programu. W studiach dualnych praca jest częścią programu: uczelnia i firma dzielą między siebie kształcenie, a efekty uczenia się z zakładu pracy są zaliczane na równi z zajęciami. Rozwiązanie wyrosło z niemieckiego modelu kształcenia dualnego i w Polsce prowadzą je przede wszystkim uczelnie o profilu praktycznym oraz kierunki techniczne i informatyczne, zwykle w porozumieniu z konkretnymi pracodawcami.
W praktyce spotyka się dwa rytmy: przeplatanie tygodni - kilka dni w tygodniu na uczelni, resztę w firmie - albo bloki, w których po kilku tygodniach zajęć następuje kilkutygodniowy okres pracy. Studentowi towarzyszą dwie osoby: opiekun dydaktyczny z uczelni i mentor ze strony firmy.
To pytanie, od którego warto zaczynać rozmowę z uczelnią. Współpraca bywa oparta na umowie o pracę w obniżonym wymiarze, na płatnym stażu albo na umowie o praktykę - a od tego zależy wynagrodzenie, ubezpieczenie, prawo do urlopu i to, czy okres pracy liczy się do stażu. Trójstronna umowa między uczelnią, firmą i studentem jest w tym modelu normą i właśnie w niej stoją wszystkie istotne ustalenia.
Najmocniejszy argument nie jest jednak finansowy. Student dualny wcześnie sprawdza, czy praca w danej branży mu odpowiada - i jeśli nie, wie o tym po roku, a nie po dyplomie.
Po pierwsze podwójnej rekrutacji: trzeba przejść nabór na uczelnię i rozmowę u pracodawcy, a liczba miejsc u partnera bywa mniejsza niż liczba kandydatów. Po drugie dyscypliny - tydzień ma tyle samo godzin, ale zajęcia i praca nakładają się na siebie, a sesja nie przesuwa terminów w firmie. Po trzecie mobilności, bo pracuje się tam, gdzie jest zakład, a nie tam, gdzie jest akademik.
Trzeba też policzyć koszty ukryte. Wakacje zamieniają się w urlop wypoczynkowy w wymiarze przewidzianym umową, wyjazd na Erasmusa jest trudniejszy do pogodzenia z grafikiem, a część umów zawiera zapisy lojalnościowe: pracodawca, który zapłacił za czesne, oczekuje przepracowania określonego czasu po dyplomie albo zwrotu kosztów.
Model sprawdza się u osób zdecydowanych na branżę, samodzielnych i takich, którym zależy na niezależności finansowej w trakcie studiów. Dobrze działa też u tych, którzy uczą się przez praktykę i męczą ich zajęcia oderwane od zastosowania.
Odwrotnie: jeśli nie wiesz jeszcze, co chcesz robić, chcesz zmieniać specjalizację w trakcie studiów, planujesz dłuższy wyjazd zagraniczny albo cenisz czas na koło naukowe i organizacje studenckie, klasyczne studia dadzą ci więcej swobody. Nie ma w tym nic gorszego - to inny bilans.
Zanim podpiszesz cokolwiek, ustal: jaki jest harmonogram tygodnia lub bloku, na jakiej umowie pracujesz i ile wynosi wynagrodzenie, ile godzin miesięcznie obejmuje, kto finansuje czesne, czy praca w firmie jest zaliczana do punktów ECTS, kto jest mentorem i jak wygląda jego rola, czy w umowie są zapisy lojalnościowe, co się stanie, gdy firma zrezygnuje albo ty zmienisz zdanie, oraz ilu studentów poprzedniego rocznika dostało po dyplomie ofertę pracy.
Najwięcej mówią trzy rzeczy: lista partnerów biznesowych kierunku, rozmowa ze studentami starszych lat i treść wzoru umowy trójstronnej. Jeśli uczelnia nie potrafi pokazać żadnej z nich, „dualność" może być na razie hasłem rekrutacyjnym, a nie działającym modelem. Warto też sprawdzić, czy kierunek ma profil praktyczny - w takich programach większa część zajęć jest z założenia prowadzona w warunkach zawodowych.
Studia dualne kupują doświadczenie i wypłatę, a płacą za to elastycznością i wolnym czasem. Decydują detale zapisane w umowie trójstronnej: rodzaj zatrudnienia, wynagrodzenie, zaliczanie pracy do programu i ewentualne zobowiązania po dyplomie. Sprawdź je przed podpisaniem, bo to one - nie hasła na stronie kierunku - określają, czym naprawdę będą twoje najbliższe trzy albo cztery lata.

